This is default featured slide 1 title

BEZ OWIJANIA W BAWEŁNĘ

Wspomnienia Kiki są adresowa­ne bezpośrednio do nas bez owijania w bawełnę, w sposób naturalny. To język prawdy i życia. W tym wypadku mamy do czynienia z czymś więcej niż książ­ką, autorka bowiem otwiera przed nami swoje serce. Czegóż możemy jeszcze wymagać? […] Dlatego właśnie chwalę Kiki za to, że potrafiła obnażyć się przed nami z tak niezwykłą i naturalną skromnością”. W sobotę 23 listopada Kiki ma spotkanie autorskie z czytelnikami w sali Gaite-Rochechouart. Traktuje je nie tyle jako na obronę swojej książki, co sa­mej siebie. Wygląda bardzo skromnie, gdy siedzi nieruchomo przed publiczno­ścią, w berecie zsuniętym lekko na prawe ucho. Henri Broca czyta kilka naj­ciekawszych fragmentów książki. Słuchacze biją brawo. Kiki uśmiecha się lek­ko na znak podziękowania.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

PĘPEK ŚWIATA

Po skończonej lekturze jeden z czytelników wstaje i zdaje pytanie, pół żartem, pół serio: Czy Montparnasse to rzeczywiście pępek świata? Poza tym uczestnikiem spotkania, którego zdaniem autorka, nie zachowu­jąc dystansu między dziełem i własnymi emocjami oraz nie przestrzegając przyjętych reguł i stylów, wypacza społeczny wizerunek pisarza, nikt inny jej nie atakował, ani nie próbował dokuczyć. Opuszczała salę Gaite-Rochechouart zadowolona i uśmiechnięta. W grudniu otrzymuje zaproszenie do udziału w wystawie w Tremois przy alei Rapp 43, w której mają uczestniczyć także Pascin, Hermine David, Per Krohg, Touchagues. O tej porze roku Kiki często pojawia się w towarzystwie Dolly Wilde, Scot­ta i Zeldy Fitzgeraldów, zachowujących się jak rozkapryszone dzieci bawiące przejazdem na Montparnassie.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

SPEKTAKL SZALEŃSTWA I FANTAZJI

Któregoś wieczoru, podczas wspaniałej uroczy­stości zorganizowanej przez ich wspólnego przyjaciela, pisarza Roberta McAlmona, Kiki popada nagle w nostalgiczny nastrój spowodowany wspomnieniem szalonych lat młodości. Upojona jazzowymi melodiami granymi przez Blackbirdsów, rozbiera się do naga i zaczyna tańczyć przed Jazzy Lips Johnsonem. Snaky Hips Tuckerem i Nancy Cunard, wydając przy tym dziwne okrzyki jak papuga. To okres, kiedy uczestniczy we wszystkich niemal przyjęciach i uroczysto­ściach. Ale żadna z tych imprez nie może się równać z Balem Ubu, zorganizo­wanym w lutym 1929 roku prawdziwym spektaklem szaleństwa i fantazji.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

UTRWALONE WSPOMNIENIE

Jeśli nawet prawdziwy Montparnasse jest coraz mniej wyrazi­sty, ona utrwala wspomnienie o nim. Poprzez swój image z 1925 roku, opo­wiastki i obrazy, które są teraz dostępne dla wszystkich, staje się stopniowo ro­dzajem posągu – pomnika epoki. Także w filmowym dokumencie Pańs la belle, zrealizowanym przez Pierre’a Prćverta i Marcela Duhamela, Kiki jawi się jako żywa legenda obecnej jeszcze, lecz już niepostrzeżenie mijającej przeszłości. Autorzy filmu ukazują magiczną scenerię Paryża, wybierając jako główne te­maty dworzec Saint-Lazare, operę, statki na Sekwanie, pchli targ, Montpar­nasse z jego kafejkami. Pomysłem dodającym filmowi komizmu w duchu Ara­gona i Libertinage jest ukazanie kobiet z paryskiej ulicy, a w’śród nich Kiki. Zo­staje sfilmowana w Le Dóme. Siedzi tam majestatycznie na wiklinowym tronie jak królowa podczas

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

PIĘKNE SŁOWA

Od sierpnia 1929 roku niektórzy, jak choćby Pierre Yrondy – dyrektor „Montparnasse”, zarzucają Kiki, że daje się mamić pięknymi słówkami lu­dziom obdarzonym pewnym autorytetem. „Stajesz się główną postacią nie­prawdopodobnej farsy – pisze Yrondy – klórej koszty musisz sama ponosić. Po­wiedziano ci, żebyś malowała, kazano ci pisać. A więc malowałaś, pisałaś. Je­steś dobrą, miłą dziewczynką. Śpiewasz Dziewczęta z Camaret, żartujesz, je­steś pełna energii – to urocze! Jesteś Kiki, naszą Kiki! I co dalej? Proszę bar­dzo! Chwalą cię, chcąc uzyskać od ciebie to, co najlepsze. Jesteś zbyt szczera i zbyt spontaniczna, żeby odmówić. Pozwalasz sobą manipulować… Nie chcę dawać ci rad; chciałbym po prostu, żebyś wiedziała, że moja przyjaźń pozosta­je niezmienna do tej Kiki, jaką byłaś w czasach, gdy Foujita nie zajmował się musichallem.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

OSOBA PUBLICZNA

Yrondy nie może zaakceptować jej jako osoby publicznej. Takiej Kiki, która pojawia się w spektaklu jak zwierzę w cyrku, zachowuje się jak mechaniczna lalka. Yrondy przy swojej niechęci do Broki, nie dostrzega jednak tego, że usi­łuje wskrzesić dawną Kiki, przywołując na próżno utracony już czas. Czas, któ­ry ona z kolei próbuje zatrzymać. Właśnie dlatego broni się, jak może przed konkurencją, zapomnieniem i nędzą czyhającą tylko, by ją dopaść. Jest oburzo­na zarozumialstwem i nieżyczliwością tych, którzy dobrotliwym, pełnym fałszy­wej troski tonem udzielają jej „doskonałych” rad, chcąc ją pogrążyć. Przeciez nie trzeba znać jej zbyt dobrze, by zrozumieć, iż jej gra przed jakąkolwiek pu­blicznością wynika z potrzeby bycia kochaną.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

OPOWIEŚĆ O PRZYJAŹNI

Na razie wszystko układa się bardzo dobrze. Edward W. Titus, mąz Hele­ny Rubinstein, przekonuje Kild, by opublikowała Wspomnienia w wersji angiel­skiej. Miesiącami próbuje nakłonić ją do napisania kilku stron o Jeanie Cocteau. Kiki zgadza się w końcu opowiedzieć czytelnikom o tej przyjaźni. Po raz pierwszy spotkała Cocteau w pracowni Mana, gdzie przyszedł się sfotografować. Zaintrygowały ją wówczas jego oczy, iskrzące się jak dwa żywe diamenty, które ani przez chwilę nie pozostawały nieruchome. Najbardziej jed­nak utkwiły jej w pamięci jego wełniane rękawiczki. Były w trzech kolorach: ro- żowym, białym oraz czerwonym i można było pomyśleć, że nie przyszedł po to, żeby Man go sfotografował, ale żeby pochwalić się kolorowymi dłońmi, którymi bez przerwy poruszał. Zachowywał się tak, jakby chciał, aby na fotografii zosta­ły uwiecznione właśnie te jego dziwaczne rękawiczki.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

CZĘSTE SPOTKANIA

Od tamtego spotkania Kiki często widuje Cocteau. Lubi go coraz bardziej w miarę, jak odkrywa, że pod maską rozkapryszonego i pyszałkowatego gogu- sia kryje się człowiek o szlachetnym sercu. Któregoś dnia namalowała jego por­tret pamięciowy, gdy rozmyślała o łączącej ich przyjaźni i poczuła potrzebę je­go obecności. Jean Cocteau z kolei jest bardzo do niej przywiązany. W jej towarzystwie ni­gdy się nie nudzi. W dowód przyjaźni podarował jej wspaniały naszyjnik. Kie­dyś napisał dla żartu list „od stałego bywalca Villefranche – czyli od sobie – do korzystającej z jego gościnności Kiki”. Znalazły się w nim zarówno przestrogi, jak i dobre rady, a wszystko utrzymane w żartobliwym, acz śmiałym tonie.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

ZJAWISKO KIKI

Jego zdaniem dzięki swej oryginalności Kiki o wiele bardziej zdominowała dziesięć ostatnich lat historii Montparnasse’u niż królowa Anglii epokę wiktoriańską. Ale – zauważa Hemingway – epoka ta do­biegła już końca, tymczasem ona („królowa, która nigdy nie była lady” – jak o niej pisze) zaczyna przypominać pomnik wzniesiony dła niej samej, upodab­niając się do niegdysiejszego Montparnasse’u, którego zmierzch wyznacza jej książka. A poza tym, czyż nie jest zbrodnią podejmowanie się tłumaczenia jej Wspomnień. Jak bowiem przełożyć na angielski zjawisko, jakim jest Kiki? W każdym razie Samuel Putman, tłumacz Rabelais’go i były krytyk w „Chi­cago Evening Post”, bardzo się starał, aby oddać najszczerszą prawdę o Kiki wraz z całym zagmatwanym melanżem gwałtowności, prostoty i ukrytej deli­katności. Ta praca doprowadziła go niemal do delirium tremens.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

TRAGICZNY WYPADEK PRZYJACIÓŁKI

Owej nocy, kiedy miał się zdarzyć jej tragiczny wypadek, przyszła do Wołu na Dachu, żeby posłuchać piosenek Kiki. Była w towarzystwie Deraina i jednej ze swych przyjaciółek. Nad ranem postanowiła pojechać do Fontainebleau, żeby podziwiać wschód słońca nad zamkiem, który zamierzała kupić. Proponowała Kiki, by jej towarzyszyła, ale ta odmówiła, bo sporo wcześniej wypiły. Lena po­jechała więc z inną przyjaciółką, żoną Andre Thiriona. Derain natomiast wy­ruszył za nimi swoim autem, również bugattim. Prowadziła tak szybko, że nie zdołała zauważyć wykopu na szosie. Po chwili było już po wszystkim. Pozosta­ła z niej tylko garstka popiołu.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn